Jest już późna godzina. Na tyle późna, że już nawet Wielki Wóz stał się widoczny z powodu wygasających ostatnich świateł z sąsiednich bloków. I chociaż od blisko godziny trwa cisza nocna i wszyscy śpią, moje mieszkanie nie staje się bezdźwięczną krainą. Regularny oddech córki słyszany z pokoju obok, a także spokojny wdech i wydech śpiącego obok męża nadaje spokojny rytm mojemu sercu, które czuje, że mogę zakończyć ten dzień w poczuciu spokoju.

Czy to znaczy, że był spokojny dzień? Robiąc krótką retrospekcję, można by stwierdzić, że nie.
Brak uszczegółowionego pomysłu na nierozdysponowanie aż 1440 minut, z wyłącznym uwzględnieniem 4-godzinnego wyjazdu, zrobił swoje. Po raz kolejny przegrałam konkurencję w robieniu 5 rzeczy na raz. Znowu pojawiła się rozpacz z tego powodu, że Bóg wyposażył nas w 2 ręce, a 8 macek zarezerwował dla innych stworzeń. Jak każdego dnia, tak i dzisiaj, ubrania córeczki wykazywały właściwości magnetyczne i przyciągały plamy, dywany od wczoraj zdążyły zaabsorbować miliony koralików. Góra ubrań do prasowania świętowała razem ze mną i nie zmniejszyła się nawet o jedną bluzeczkę córki. Kompocik był za słodki, frytki nie posolone, a domek przygotowany do zabawy pod stołem nieodpowiednio wyposażony. Kwiatki uparcie milczące nie dawały o sobie znać, do teraz, gdy już leżę i o wstawaniu z łóżka nie śnię (i śnić nie zamierzam).

Każdy, zdając sobie sprawę z trudu budowania kompromisu małżeńskiego i procesu wychowawczego (sprzecznego z oczekiwaniami samej zainteresowanej o czym świadczy tsunami z decybeli), doskonale rozumie, że warunki równowagi i komfortu psychicznego mają osłabione szanse na stabilność.

Jednak wynagrodzenie przychodzi w pokoju serca, który tylko dzięki łasce jest możliwy do osiągnięcia. W takich chwilach wiem, że jestem uczestniczką cudu. Bo jak inaczej skonfrontować spokojne serce przy byciu tak nieidealną? Tylko Bóg daje łaskę odłożenia na półkę perfekcjonizmu, któremu mogę pozwolić się kurzyć obok książek z kategorii “do przeczytania”, którymi chyba za 10 lat zastąpię wszelkiej maści Franklinowo-Puchatkowo-Disneyową literaturę, która usypia wyłącznie czytelnika, a nie słuchacza.
Spokojnej nocy.

E.


Powiązane wpisy

Zostaw po sobie komentarz do tego wpisu. Śmiało, nie krępuj się :)